Na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 
largerlargerlarger

 
Sentyment miejsca PDF Drukuj Email
Autor: P. R. Sarkar   
Mówiłem o humanizmie. Jest to bardzo głęboka i zawiła szkoła filozoficzna. Poświęcenie i miłość do Boga, najcenniejsze klejnoty ludzkości dnia dzisiejszego są bezustannie atakowane naporami świata zewnętrznego; ludzie powinni posiąść odpowiednie środki, aby im przeciwdziałać. Poprzedniej niedzieli mówiłem o tym jak się bronić przed tymi atakami,, w jaki sposób przeciwdziałać sentymentom miejsca, grupy i innym, i jak zabezpieczyć święte bogactwo wewnętrzne człowieczego serca.

Rozpatrzmy teraz rozmaite uczucia, takie jak sentyment grupy, sentyment miejsca, a także to zwane „sentymentem ludzkim.” Ludzkie istnienie ma wymiar bardziej psychiczny niż fizyczny. Egzystencja zwierząt jest przede wszystkim fizyczna, ale istnienie ludzkie jest głównie psychiczne. Przypuśćmy, że ktoś zrani twoje uczucia, a zaraz potem zaproponuje ci wyborne jadło czy napitek - nie będziesz miał ochoty by je przyjąć. Bardziej też będziesz zraniony, gdy ktoś źle cię osądzi lub uczyni zarzuty, niż gdyby cię pobił, ponieważ jesteś istotą psychiczną przede wszystkim. Słowo „manu”, tj. sanskrycki termin oznaczający „człowieka” obnosi się do tego, kto jest przede wszystkim istotą umysłową (manu + s’na = ma'nava).

A więc umysł dokonuje rozmaitych czynności, takich, jak myślenie, pamiętanie itd. Ponadto umysł działa na trzy różne sposoby. Jednym z nich jest zdolność rozróżniania. Czymże ona jest? „Powinienem to zrobić! Nie, nie mogę tego zrobić...!” Czynić lub nie czynić. Gdy istoty ludzkie wybierają właściwą, drogę postępowania, rozsądzając i rozróżniając pomiędzy tym, co stosowne a tym co nie, wówczas nazywamy to „sumieniem” (viveka). Ścieżka rozróżniania jest nazywana racjonalizmem. Kiedy ktoś porusza się naprzód prowadzony przez sumienie, to te alternatywy istnieją, obok siebie: to co stosowne i niestosowne, wszystkie „tak” i „nie.” Jest w to zaangażowany ruch, i jego szybkość może się zwiększać, lecz niezbyt wiele. Należy zbadać zarówno słuszną jak i niesłuszną stronę zagadnienia, i kiedy decydujemy się postąpić po drodze słusznej, wtedy nazywa to się „sumieniem.”

Kiedy badam wpierw jedną stronę, potem drugą - analizując i później podejmując decyzję - to jest jasne, że raczej trudno się szybko poruszać tą drogą. Istnieje postęp, lecz poziom szybkości jest stosunkowo niewielki. Druga droga postępowania psychicznego ma charakter uczuciowy, nie rozróżnia się w niej pomiędzy tym co słuszne, a tym co słuszne nie jest; po prostu lubi się coś i pozwala umysłowi za tym czymś podążać.

Być może, w tym procesie zezwalania umysłowi by biegł, za czym chce, wszystko co robiłem było słuszne czy pożądane. Z drugiej też strony mogłem od samego początku postępować niewłaściwie. Jest to jednak bardzo ryzykowna droga, ponieważ jeżeli istnieje coś niewłaściwego na początku, w środku i na końcu, to wówczas zniszczeje nie tylko dana jednostka, ale może ona doprowadzić o katastrofy całą rodzinę, całą społeczność, cały kraj lub całe społeczeństwo! Wielkie niebezpieczeństwo! To ślepe zdążanie bez rozsądku pomiędzy właściwym i niewłaściwym nazywa się „sentymentem”; pędzisz jak nieokiełznany koń za jakąś ideą, która ci przyszła na myśl, bez rozważania dobrych czy złych tego skutków. Koń może pobiec dobrą drogą, może też spaść w rozpadlinę. Nie można mieć pewności.

A więc istoty ludzkie są zdolne rozsądzać pomiędzy dobrym a złym, ponieważ posiadają nieco rozwinięte umysły, lecz umysły innych stworzeń nie są rozwinięte w takim stopniu. I z tego powodu nie mogą podążać ścieżką racjonalności, ścieżką rozsądku, co potrafi niemalże każ y człowiek. Ci, którzy twierdzą, że nie ma potrzeby się uczyć „Odłóżcie swoje książki na bok!” - nie mają racji. Studia są niezbędne, wiedza jest niezbędna, i kontakt z uczonymi i oświeconymi ludźmi jest niezbędny. Słuchanie uczonych dyskusji, nauka i rozumienie pism - wszystko to ma swoją wagę.

Ale zwierzęta mniej rozwinięte od człowieka nie są do tego zdolne. Nie mogą postępować ścieżką racjonalizmu lub sumienia. Bardziej rozwinięte zwierzęta zwyczajnie kierują się ścieżkami uczucia. Gdy zwierzęciu się coś podoba, wówczas podąża za tym; gdy mu się to nie podoba to za tym nie zdąża. Na przykład, pies biegnie do kromki chleba nie patrząc na boki. Albo ziarnka ryżu,, które rozsypano pod siatką. Widzi je nagle ptak i siada na ziemi myśląc: „Sfrunę i zjem je.” W ten sposób wpada w sieć. Gdyby jednak postępował drogą rozsądku, pomyślałby: „Hmm, rozsypany ryż? Głęboko w lesie? To bardzo niezwykłe. Nie ma tutaj żadnej wioski, ani pól ryżowych w okolicy - a więc to naprawię dziwne. Niech pomyślę przez chwilę... Aha! rozciągnięta siatka, i widać liny po obu stronach. Nie trzeba tutaj siadać!” To -droga logiki. Ale gdyby postąpił ścieżką uczucia to usiadłby i został złapany w sieć.

Stworzenia nierozwinięte nie posiadają nawet tego sentymentu. Działają jedynie zgodnie z wrodzonym instynktem, operując tylko ograniczonymi umysłami, które dziedziczą, rodząc się. Ośmiornica chwyta kraba z pomocą swego ograniczonego umysłu. Komar, wiedziony instynktem wrodzonym ssie krew kiedykolwiek usiądzie na czyimś ciele. Nie możemy osadzać tych działań jako dobre czy złe, nie są też kierowane sentymentem - wcale tych rzeczy nie posiadają. W przypadku zwierząt rozwiniętych sentymenty przerastają instynkty wrodzone. A w przypadku istot bardziej rozwiniętych, takich jak ludzie, to posiadają one zarówno sentyment jak i rozum, oraz zdolność rozróżniania.

Jeżeli ktoś postępuje ścieżką sentymentów zamiast drogą racjonalizmu, mamy wówczas stuprocentowe prawdopodobieństwo wielkiego zagrożenia. Ci, którzy podążają ścieżką sentymentu, nie rozróżniają pomiędzy tym, co właściwe lub niewłaściwe, lecz po prostu akceptują w milczeniu wszelkie przesądy otaczające cel, ku któremu idą. W ich umysłach nie powstaje nawet najmniejsza wątpliwość co '„'o właściwości lub niewłaściwości postępowania, ponieważ Mą wzdłuż ścieżki sentymentu.

A więc, będąc ludźmi cóż powinniśmy czynić? Powinniśmy podążać drogą rozsądku. Rozsądek jest skarbem ludzkim, którego nie posiada żadne zwierzę. A ci, którzy mają wewnętrzne bogactwo pobożności w swych sercach i podążają drogą rozsądku w świecie zewnętrznym, muszą być zwycięzcy. Jedynie oni są w stanie dokonać czegoś cennego na tym świecie. Ci, którzy są kierowani przez sentyment mogą zdobyć chwilowy aplauz, lecz ostatecznie ludzie zrozumieją: „Nie, oni błądzili, nie przestrzegali zasad rozsądku. Sami byli w pętach sentymentu i wciągali społeczeństwo w ten wir, w rezultacie czego wspólnota została zniszczona.” Wówczas ludzie zaczną o nich mówić coraz gorzej. A więc ci, którzy posiedli onegdaj najwyższe stanowiska i honory w różnych dziedzinach, zastaną swe trony strzaskane w proch. Taka jest nauka, której nam udziela historia. W danym okresie ludzie traktują kogoś z wielkim szacunkiem, oddają mu honory i wynoszą na piedestał chwały, ale nadchodzi czas, w którym ci sami ludzie zwloką go na ziemię w kurz, mówiąc: „Twoje dni są policzone. Uczyniłeś wiele złego.” Ci, którzy podążają ścieżką rozsądku, mogą dokonywać czynów wielkich i chwalebnych, lub czynów przeciętnych; może nawet nie zrobią nic godnego wzmianki - ale przynajmniej nie wyrządzą społeczeństwu krzywdy. A więc jakiego by nie zaznali szacunku - pozostanie on niezmienny, bowiem nie wyrządzili społeczeństwu żadnych szkód.

Czymże jest ten sentyment miejsca, który pierwszy zadaje cios wewnętrznym bogactwom ludzkiego serca? To pozwolić swemu sentymentowi by płynął w kierunku, jakiegoś terytorium. Nie rozważa się wtedy czy jest to słuszne czy nie, logiczne czy nielogiczne. W takiej sytuacji racjonalizm zastąpiony jest sentymentem, a na następnym etapie racjonalizm zostanie zastąpiony przesądem, Wszystkie te teorie - religijne, ekonomiczne, polityczne czy społeczne - które zbudowano w oparciu o sentyment miejsca, skłaniają się ku przesądom od samego początku. Te tak zwane religie, które głoszą szczytne ideały ale są w istocie kierowane sentymentem miejsca, przemieniają się w zbiorniki przesądów, w oceany ślepej wiary. Pogrążają ludzkość w trzęsawisko przesądów, i ludzie muszą brnąć w tym brudzie przez wieki. Ich rozwój jest na zawsze powstrzymany.

Powiedziałem już, że kiedy ludzie poruszają się po ścieżce sentymentu miejsca w sferze społecznej (co jest nawet gorsze niż w przypadku sentymentu miejsca w sferze religii) - to wówczas nie myślą wcale o innych. Żywią się życiodajną krwią innych, myśląc, że to całkiem naturalne. Poprzednim razem powiedziałem, że z takiej mentalności rodzi się faszyzm, a także imperializm, kapitalizm, oligarchia i biurokracja. Toteż możecie sobie wyobrazić jak niebezpieczna jest taka umysłowość, i jak bardzo szkodliwa dla rozwoju ludzkości.

Tyle na temat sentymentu miejsca w życiu społecznym; to samo dotyczy życia ekonomicznego. „Choć nie mamy rudy żelaza ani taniej mocy elektrycznej, musimy mieć hutę na naszej ziemi.” To nic innego jak wyraz sentymentu miejsca w ekonomii. Albo - „Choć brakuje nam ropy naftowej i taniej mocy elektrycznej, musimy wybudować rafinerię na naszym terenie.”

Pozwólcie, że dam inny przykład w tym kontekście. Przemysł juty w Dandi (Anglia) kwitł dzięki dostawom juty z Bengalu, zaś gotowe produkty sprzedawane były na bengalskich rynkach. Co za przedziwna sytuacja! To przykład na nie wykorzystanie bengalskiego potencjału i zasobów, zaś w przypadku Dandi to irracjonalny plan gospodarczy wszelkim prawdopodobieństwem niepowodzenia. Jeśliby nie dostarczono juty z Bengalu, to fabryki w Dandi trzeba by zamknąć. Natomiast jeżeli nie dałoby się sprzedać produktów Z juty na rynku bengalskim, to przemysł w Dandi poniósłby porażkę.
W takich okolicznościach kraje rozwinięte uciekają się do imperializmu, faszyzmu politycznego i ekonomicznego, by zapewnić stałe dostawy surowców oraz ciągłą chłonność rynków zbytu. Próbują stworzyć szereg rynków satelitarnych, aby zapewnić sobie dopływ surowców i rynki zbytu dla produkowanych przez siebie towarów. Kiedy kraje rozwijające się lub nierozwinięte gospodarczo odkryją intencje krajów rozwiniętych, powstaje między nimi konflikt, stając się wielkim zagrożeniem światowego pokoju.

Fabryki juty w dzisiejszym Bengalu nie są dostatecznie zaopatrzone w jutę wyprodukowaną w Bengalu, co powoduje konieczność zakupu surowca poza Indiami. Aby przemysł Juty działał sprawnie, musimy postępować zgodnie ze ścieżką rozsądku, nie sentymentu. Możemy pozwolić by działały jedynie te fabryki, które jesteśmy w stanie zaopatrzyć w jutę; pozostałe należy zamknąć. I musimy produkować włókna różnych gatunków zamiast wytwarzać gotowe produkty Z juty w tych fabrykach, które pozostały i działają. Te włókna powinno się rozdzielić poprzez spółdzielnie, pomiędzy rękodzielników i rolników. Spółdzielnie zajmujące się jutą, będą produkowały jedynie takie produkty, na które będzie zapotrzebowanie w Bengalu, oraz w pewnej mierze na eksport. Teraz możemy zaobserwować, że brakuje produktów włókienniczych w Bengalu. Towary wyprodukowane przez owe kooperatywy zniwelują ten niedostatek. W efekcie takiej decentralizacji przemysłu ludzie odniosą korzyść ekonomiczną. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby włókna z juty nie były produkowane w wielkich fabrykach miejskich, ale w małych miejscowościach Bengalu na zasadach decentralizacji. Przejdźmy teraz do głównego tematu. Mówiłem już, że sentyment miejsca powoduje olbrzymie szkody w życiu społecznym. Racjonalność jest cechą wyłącznie ludzką; zwierzęta jej nie posiadają. To samo z sentymentem miejsca. W pewnym kraju jest takie miejsce, gdzie nawet, gdy podczas pielgrzymki zemrze krowa, to z pewnością trafia do nieba, a cóż dopiero istota ludzka!

Są ludzie, którzy chcąc dać wyraz swojej pobożności mówią: „Jestem niewolnikiem Vrindabanu” (święte miejsce w Indiach). To przykład sentymentu miejsca posuniętego do ekstremum. Vrindaban to miejsce - jakże można być jego niewolnikiem? Czyś utracił rozum? Ktoś inny powiada „Nie, nie, nie jestem niewolnikiem! Jestem kurzem, pyłem Vrindabanu.” Cóż rzeczesz? Jesteś ludzką istotą, zbudowaną z pięciu podstawowych elementów; czemuż miałbyś stać się kurzem? Ktoś inny idzie jeszcze dalej i głosi „Wie, nie, nie pyłem. Jestem odchodami krowy z Vrindabanu.” Oto szczyty popisów pobożności. Wszyscy oni utracili całkiem zmysł osądu rozumowego i nie posiadają ani cienia logiki. A oto wyraz religii miejsca. Niektórzy ludzie mówią „Skoro mam umrzeć, to tylko w Benares (Kashii).” Jakie to dziwne! Wszystkie krainy zostały stworzone przez Świadomość Najwyższą, a więc wszystkie są sobie równe. Zapomniano o tym uniwersalnym pojęciu Dharmy, o tym że Bóg jest wszechobecny („Vistara sarvabhu'tasya, Vis'norvishvamiiam'jagat” - „Ten świat jest przejawem Najwyższego”), zapomniano o samej istocie Dharmy. Dharma została w końcu zamieniona w sentyment miejsca przytwierdzony do okolic Benares,

„Winieneś choć raz odbyć pielgrzymkę do takiego-to-a-takiego miejsca - wówczas pokój w niebie będzie czekać na ciebie!” Cóż to za mentalność? Wszystkie kraje są równe; czemu to należy składać cześć z twarzą zwróconą ku wschodowi, zachodowi czy południu? Wszystkie krainy, wszystkie strony są sobie równe. „Eso ha ja'ta pradisho hu nu survaj pu'rvoh ja'ta sa u garbhe anta” - „Wschód, zachód, północ, południe, północny wschód, południowy wschód, północny zachód, południowy zachód, góra, dół - moja Parama Purusza (Świadomość Najwyższa) obejmuje wszystkie strony.” Czemu miałbym więc przydawać jakieś szczególne znaczenie którejś ze stron? Czynić tak, to wyznawać religię miejsca; nie Dharmę, ale po prostu religię.

Spójrzmy teraz na skutki, jakie powołuje sentyment miejsca. Te wszystkie religie miejsca, geo-ekonomie, geo-socjologie, geo-oentymenty grupy - wszystkie te „geo” są związane z jakimś szczególnym krajem, z jakąś szczególną stroną świata. Natomiast wszystkie kraje i strony znajdujące się poza owymi terenami zostają uznane za pogańskie. Zgodnie z pojęciami świętości i nieczystości, dla jednej grupy święty jest wschód, dla innej znów zachód. Powstaje w efekcie konflikt tych ścierających się poglądów, co prowadzi w końcu do wojny i rozlewu krwi. Ludzie zapomnieli o elementarnym duchu humanizmu i obeszli od zasad Dharmy.

Widzimy więc, że sentyment miejsca jest największym zagrożeniem wewnętrznego bogactwa ludzkości. Skąd się bierze ten sentyment miejsca? Gdzie jego początek? Rodzi się on tam, gdzie ludzie nie kierują się drogą racjonalizmu, drogą świadomości. Dharma jest ostatecznym celem ścieżki świadomości - i nie ma żadnego związku z sentymentem miejsca.

Sentyment miejsca to coś bardzo marnego. Nie osiąga się Najwyższej świadomości sposobami tak powierzchownymi. Coś wielkiego można osiągnąć jedynie poprzez wielkość. Trzeba zapłacić wysoką cenę za kosztowną rzecz. Świadomość Najwyższa nie jest tania; nie można jej osiągnąć z pomocą sentymentu.
Niektórzy ludzie przyjmują geo-socjalizm, geo-poli-tykę, albo narodowy socjalizm, ograniczając w ten sposób socjalizm jedynie do swoich krajów - lecz nie działa to w praktyce, nie jest to możliwe. Geo-socjalizm, religia miejsca, geo-ekonomia itd., oparte na tym sentymencie miejsca, nie tylko zamykają ludzi w okowy ograniczeń, ale także obdzielają jedną społeczność o” drugiej. I, co gorsza, różne grupy przyjmują wobec siebie postawę pełną wrogości, co jest niezmiernym zagrożeniem dla cywilizacji i ludzi.

Kalkuta, 7 marca 1982
Komentarze
Szukaj
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."