Na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 
largerlargerlarger

 
Edukacja PDF Drukuj Email
Autor: P. R. Sarkar   
Rodzice* często zarzucają nauczycielom, że ci nie nauczają obecnie niczego wartościowego, jednak nie jest to według mnie zbyt wnikliwa uwaga. Faktycznie jest to rodzaj wymówki stosowanej powszechnie przez rodziców w celu wyzbycia się własnych obowiązków. Jednocześnie jednak muszę dodać, że przejawiana w poglądach i czynach większości nauczycieli świadomość odpowiedzialności wobec społeczeństwa jest znikoma w porównaniu z wykazywanym zatroskaniem o własne interesy. W budowanie społeczeństwa pracownicy oświatowi nie angażują się nawet w ułamku tak bardzo, jak angażują się we wszelkie możliwe zajęcia zarobkowe, na przykład pisząc tzw. „streszczenia materiału” lub ułatwienia dydaktyczne.

* W niniejszym rozdziale słowo „rodzice” należy rozumieć jako „rodzice lub opiekunowie”. --Przyp. tłum.        

Czasami niewykształceni lub niedouczeni rodzice znęcają się nad własnymi dziećmi, nie szczędząc im przekleństw i razów, jednak postępowanie nauczycielskie jest często o wiele bardziej karygodne. Niejednokrotnie bowiem nawet oczytani w rozmaitych książkach psychologicznych nauczyciele umyślnie ranią uczucia uczniów złośliwymi uwagami. Zamiast starać się korygować złe nawyki swoich podopiecznych, kierują pod ich adresem uszczypliwe docinki. Niejeden nauczyciel dręczy ucznia, szydząc z kasty lub profesji jego rodziców słowami: „Chłopcze, nadajesz się lepiej do traktora niż do książek” lub „Więcej będzie z ciebie pożytku, jeśli się zajmiesz pomaganiem ojcu w zamiataniu chodników”. Nawet współcześnie wypowiedzi takie padają z ust mnóstwa pedagogów. Trafiają się nauczyciele, którzy wyżywają się na brzydkich uczniach drwinami i komentarzami, typu „Twoja inteligencja jest jak twój wygląd” — że nie wspomnę o biciu czy innych przypadkach znęcania się fizycznego. Nawet w dzisiejszych czasach wielu pracowników szkolnictwa stosuje taktykę zastraszania uczniów, aby zmusić ich do odrabiania lekcji. W dniu, w którym taki nauczyciel niefortunnie zachoruje i nie stawi się w szkole, jego uczniowie wprost szaleją ze szczęścia.

Ilu nauczycieli próbuje obudzić w swoich uczniach prawdziwy głód wiedzy? Niektórzy przedstawiciele tego zawodu mówią: „System edukacji jest w istocie jedynie sposobem zarobkowania. Co mamy robić?” Czy jednak uwagi tego typu zwalniają ich od odpowiedzialności? Czy edukacja zarobkowa nie jest wcale żadną edukacją? Czy przez taką edukację nie można się niczego nauczyć? Czyżby nie było w niej zalążków szlachetnego działania? Oczywiście nauczyciele mogą wyprzeć się wszelkich obowiązków, tłumacząc: „Jak mamy poświęcić uwagę jednemu dziecku wśród tłumu dwustu lub trzystu?”

Obowiązek nauczycieli polega na przekazywaniu wiedzy, nauczaniu powściągliwego zachowania w życiu społecznym oraz przedstawianiu wzorców dotyczących różnych aspektów funkcjonowania w grupie, ale to na rodzicach spoczywa główna odpowiedzialność za moralną i duchową edukację dziecka. Z kolei na całym społeczeństwie ciąży obowiązek zapewnienia, aby dzieci niemoralnych lub niegodziwych rodziców zostały wychowane na prawych obywateli. W miarę możliwości dzieci takie należy odseparować od szkodliwego wpływu ich własnych rodziców.


Rola nauczycieli


Przed poczynieniem dalszych komentarzy na temat obowiązków rodziców trzeba powiedzieć coś więcej na temat nauczycieli. Po pierwsze chodzi o to, że kandydaci na pedagogów powinni być wybierani w sposób uważny. Nabyta wiedza, nawet najszersza, niekoniecznie upoważnia człowieka do zostania nauczycielem. Osoby aspirujące do tego zawodu powinni posiadać takie przymioty, jak uczciwość osobista, silny charakter, prawość, poczucie służby społecznej, altruizm, inspirująca osobowość i zdolności przywódcze. Ponieważ pełnią oni rolę guru społeczeństwa, nie można do ich grona przyjmować byle kogo. Wobec tak ważnej roli, jaką odgrywa ta profesja, muszą w niej obowiązywać najwyższe standardy.

* W innych wypowiedziach Autor definiuje „guru społeczeństwa” w następujący sposób:

„Rolę guru społeczeństwa (sama'ja guru) pełnią osoby, które przewodzą całemu społeczeństwo dzięki swej niezwykłej inteligencji, głębokiej mądrości, wybitnej osobowości i atrybutom przywódczym.   W świetle tak postawionych kryteriów można dojść do oczywistego wniosku, że świat ten został pobłogosławiony zaledwie garstką tego typu osobistości.” (Rozdział „Vraja Krs'n'a and Sa'm'khya Philosophy” w zbiorze „Nama'mi Krs'n'asundaram”, 1997)

„W historii ludzkiego społeczeństwa czasami dochodziło do tego, że szeroka rzesza ludzi, stymulowana korzystnie przez własne środowisko, traciła w pewnym momencie tę pozytywną inspirację, gdy to środowisko znalazło się pod wpływem elementów społecznie szkodliwych.  W takiej sytuacji obowiązkiem szlachetniejszych i lepszych przedstawicieli ludzkiej rasy jest przewodzenie pozostałym, aby ochronić ich przed tymi złymi wpływami środowiskowymi. Takie jednostki pełnią rolę guru społeczeństwa.” („The Phases of Human Approach” w zbiorze „A'nanda Vacana'mrtam Cz. 30”, 1996). --Przyp. tłum.          

Dzisiaj niejednokrotnie głodujących lub na wpół wygłodniałych nauczycieli gani się za sprzeniewierzenie się szczytnym ideałom przeszłości, stawiając im za wzór wizerunek mistrzów żyjących w leśnych pustelniach starożytnych Indii, i wzywając ich do dochowania wierności takim wzorcom. W tym podniosłym tonie krytyki zapomina się jednak, że takimi górnolotnymi frazesami nie da się zwalczyć skurczy żołądka. Osoba stale głodna myśli stale tylko o jedzeniu. Czy można zatem potępiać nauczyciela, jeśli zmuszony ubóstwem, udziela prywatnych lekcji w czterech czy pięciu miejscach i z powodu skrajnego wyczerpania nie daje rady właściwie uczyć własnych uczniów w szkole? Nie, ponieważ nie jest to wcale jego wina. W wielu krajach cena miesięcznych porcji mięsa kupowanego przez zamożną osobę dla psa przewyższa pensję nauczycielską. Ile świadomości społecznej możemy oczekiwać od pracowników szkolnictwa w takich warunkach? Wynagrodzenia pedagogów w każdym kraju powinny być co najmniej równe uposażeniom przyznawanym urzędnikom państwowym w sądownictwie i administracji. Nie można zapominać, że starożytni mędrcy otrzymywali datki świątynne, darowizny ziemskie oraz regularne pobory kapłańskie wypłacane przez królów. Nie musieli chodzić od domu do domu jako prywatni nauczyciele, aby wyżywić rodzinę, ponieważ rozwiązywaniem ich materialnych problemów zajmował się bezpośrednio rząd. Chociaż jest prawdą, że mędrcy ci zapewniali swoim uczniom wyżywienie i odzienie, pieniądze na to pochodziły z datków wnoszonych przez społeczeństwo jako wyraz czci.

Zwykłe podniesienie poborów kadry pedagogicznej nie oznacza jednak, że zacznie ona dzięki temu kształcić idealnych obywateli, ponieważ w większości współczesnych państw na świecie, gdzie kadrze tej powodzi się dość przyzwoicie, nie ma ona niestety prawa formułować polityki oświatowej. Zamiast tego politykę tą opracowują zawodowi politycy, z których większość nie ma żadnego doświadczenia w szkolnictwie. Jeśli nauczyciele mają na siebie wziąć odpowiedzialność za kształcenie idealnych obywateli, trzeba im również przyznać prawo kształtowania polityki oświatowej. W przeciwnym razie rola nauczyciela pozostanie ograniczona do wykonywania pracy automatu do nauczania.

Rząd może proponować własne postulaty społeczne i polityczne nauczycielom, jednak powinni oni mieć pełną swobodę wyboru lub odrzucenia tych propozycji rządowych, czyli ustosunkowania się do nich w zupełnej autonomiczności. Oczywiście jeśli poprą oni daną politykę państwa ze względu na bezpieczeństwo narodowe lub z uwagi na powszechne dobro społeczeństwa, będą musieli aktywnie ją wdrażać, gdyż w takim wypadku państwu będzie przysługiwało słuszne prawo do ich pomocy.

Poruszam te kwestie, ponieważ we współczesnych krajach, gdzie dominuje ustrój demokratyczny, na porządku dziennym jest to, że wiele partii politycznych próbuje przeforsować swoje interesy. W takich warunkach naturalną koleją rzeczy partia rządząca próbuje wpływać na umysły młodzieży w kierunku wytyczonym przez interesy partyjne. Jednak nauczyciele nie powinni bratać się z tzw. politycznymi sponsorami. Wypełniając swoją pracę, powinni zawsze kierować się wyższymi ideałami. Osobom spoza profesji nauczycielskiej nie należy pozwalać na wtrącanie się w sprawy, które leżą w zakresie decydowania szkoły.

Dotąd poruszyliśmy kwestię tego, komu przysługuje prawo decydowania o polityce oświatowej, jednak sprawa na tym się nie kończy. W odniesieniu do zarządów szkół w wielu krajach można zaobserwować, że ważne stanowiska w nich piastują często osoby z racji swego majątku, a nie kompetencji, gdyż niejednokrotnie są to, mówiąc potocznie, zupełni idioci. Jedynymi kwalifikacjami, które posiadają, jest ich bogacwo. Sytuacja taka ma miejsce w krajach, w których państwo z jakichś względów nie wywiązuje się ze swoich obowiązków w zakresie edukacji. Tacy zamożni administratorzy szkolni często uważają wykształconych nauczycieli za obiekty litości. Wywierają na nich nacisk w celu zapewnienia swoim bezmózgim, tępym dzieciakom zdanych egzaminów. Niepotrzebnie mieszają się w sprawy dydaktyczne. Kiedy ich dzieciak otrzyma naganę, udzielają reprymendy nauczycielom. Taka sytuacja nie jest bynajmniej pożądana i nie zachęca kadry pedagogicznej do sumiennego wykonywania obowiązków. Będąc zmuszeni ubóstwem, ze strachu przed głodem, nauczyciele bez entuzjazmu i zaangażowania odpracowują swój etat do emerytury lub wskutek stałego podkopywania ich prestiżu pewnego ranka w skrajnym rozgoryczeniu porzucają pracę i szukają jakiejś innej profesji. Będąc zmuszeni do pracy w takich warunkach, skąd mają jeszcze wydobyć siły na sumienne zajmowanie się uczniami?


Problemy uczniów


Omówione problemy dotyczyły nauczycieli. Z uczniami również związane są pewne szczególne problemy, które wielu ludzi woli ignorować.

Wskazałem już, że błędem jest zmuszanie uczniów do czegoś przez zbytecznie stresujący nacisk lub zastraszanie. Metoda zastraszania pozornie przynosi pewne rezultaty, jednak nigdy nie są one trwałe. Cała wiedza, którą uczniowie nabywają od swoich rodziców oraz nauczycieli pod wpływem lęku, idzie w zapomnienie, jak tylko osłabnie działanie strachu. Dzieje się tak, ponieważ ich wiedza i lęk zostały ze sobą nierozdzielnie skojarzone, a zatem wraz ze zniknięciem strachu przepadają również nabyte w trakcie edukacji wiadomości. Wyparowują one jak kamfora z wyżej rozwiniętych zakamarków uczniowskiego umysłu. Gdy tylko siejący grozę nauczyciel wychodzi z klasy, uczniowie mogą odetchnąć z ulgą. W ciągu zaledwie kilku godzin wszelka wiedza, którą przyswoili, zaczyna blednąć w ich pamięci. Z obawy przed niezdaniem egzaminów uczniowie pracowicie ślęczą nad książkami i pracując na wysokich obrotach, w ciągu godziny przyswajają materiał, do którego wyuczenia normalnie potrzeba dziesięciu dni. Jednak kiedy już zaliczą egzaminy i dla rozrywki pograją w piłkę lub pójdą do kina, wskutek braku lęku zapominają większą część tego, czego się nauczyli.

Obywatele wielu krajów na świecie boleśnie przekonują się o szkodliwych skutkach edukacji za pośrednictwem strachu. Większość osób wykształconych traci umiejętności nabyte w trakcie kształcenia po zdaniu matury lub ukończeniu uniwersytetu i rozpoczęciu pracy zawodowej. Oceniając wartość wykształcenia, które odebrały takie osoby, stwierdziłbym, że lwia część poświęconego przez nie czasu, zdolności i wysiłku poszła na marne lub nie została spożytkowana konstruktywnie.

Jak zatem wykazałem, edukacja przez zastraszanie na niewiele się zdaje. W pierwszej kolejności w uczniu musi zostać obudzony głód wiedzy, a następnie w celu jego zaspokojenia należy zapewnić odpowiednią edukację. Tylko wówczas edukacja będzie miała sens, wzmacniając ciało, kształcąc umysł oraz poszerzając horyzonty myślowe ucznia.

Dzieci z natury uwielbiają się bawić, zatem głód wiedzy należy w nich budzić za pośrednictwem zabawy. Edukację dziecięcą należy prowadzić metodami opartymi na zabawach. Dzieci z natury również chętnie słuchają bajek i opowieści. Przez bajki i opowieści dzieci łatwo uczą się historii i geografii różnych krajów. W ten sposób można je również wstępnie nauczyć praktyki uniwersalizmu w życiu codziennym. Najmłodsi lubią zabawę i bajki prawie w równym stopniu, zatem w ich przypadku te dwa elementy powinny być po równo wykorzystywane.

Marzenie o przyszłości po raz pierwszy krystalizuje się w umyśle wieku dojrzewającego. Zatem dojrzewającą młodzież należy nauczyć przez idealizm — z wykluczeniem wszelkiej ciasnoty poglądów.

Umysły dorosłej młodzieży ciążą jednak nieco bardziej ku realizmowi, więc w ich przypadku czysty idealizm nie wystarczy. W kształceniu takiej dorosłej młodzieży potrzebne jest harmonijne połączenie idealizmu z realizmem.

Każdy przedstawiciel nauczycielskiej profesji powinien żywić poczucie, że wszyscy jego uczniowie —  czy to najmniejsze maluchy, nastolatki, młodzież, a nawet starcy — to w gruncie rzeczy dzieci — różniące się wzajemnie głównie wiekiem — a on sam jest naprawdę również dzieckiem — takim samym, jak jego podopieczni. Utrzymując ciągły dystans lub tłumiąc naturalną spontaniczność serca wymuszoną powagą, nie zdoła nawiązać słodkich, serdecznych relacji z własnymi uczniami. W warunkach braku choćby najcieńszej nici wzajemnej sympatii szczera i swobodna wymiana myśli jest niemożliwa. Brak takich serdecznych relacji sprawia, że mnóstwo dzieci z całego serca życzy śmierci swoim wrednym nauczycielom bądź nieludzkim rodzicom. 


System edukacji


W wielu krajach, które niedawno odzyskały niepodległość, podejmuje się wysiłki w celu przebudowy systemu edukacji na wzór narodowy. Abstrahując od rozważań nad wartością takich działań, nie ulega wątpliwości, że w przypadku nieuwzględnienia potrzeb uczniów odbierana przez nich edukacja może mieć charakter nacjonalistyczny, jednak z pewnością nie będzie mieć cech edukacji humanistycznej. Podobnie jak prowincjonalizm i zaściankowość, nacjonalizm ma bardzo szkodliwy wpływ na umysłowość dzieci. Wskutek zaszczepiania takich sentymentów zostaje w dużej mierze skalana umiejętność zachowania krystalicznie czystego rozsądku, charakterystyczna dla dzieci. W krajach od niedawna funkcjonujących jako niepodległe państwa łatwo usłyszeć takie wypaczone hasła, jak: „Dobra wytwarzane w moim kraju są najlepsze. Nie potrzebujemy się niczego uczyć od innych”. Głoszone twierdzenia typu „wszystko jest napisane w Wedach”, „systemu społecznego, którego nakazał nam przestrzegać ten czy ów wielki prorok, nie wolno zmienić ani odrobinę, gdyż opiera się na słowie bożym” lub „ten czy ów kraj nauczył się konstruować samoloty poprzez studiowanie swoich eposów narodowych Ra'ma'yan'a i Maha'bha'rata” są skutkami wpajanej uczniom sztywnej narodowej, religijnej czy zaściankowej postawy poglądowej.

Opętani szowinistycznym nacjonalizmem autorzy systemu edukacji — w imię zachowania charakteru narodowego — próbują często izolować uczniów swego kraju od reszty świata. Trzeba zawsze pamiętać, że nigdy nie wolno osłabiać więzi stwarzających sposobność wzajemnego kontaktu i zrozumienia między ludźmi. Zawsze warto je umacniać, gdyż w nich leży zalążek wspólnego dobra. Możliwe jest, że w trakcie budowania atmosfery sprzyjającej prawdziwej pomyślności ludzkiego społeczeństwa skrajne tendencje nacjonalistyczne doznają pewnego wstrząsu, jednak ludzie inteligentni będą musieli zamortyzować ten wstrząs, działając energicznie na rzecz przezwyciężenia szkodliwego ferworu uprzedzeń.

W swoim wywodzie wskazałem na więzy jedności ludzkiej. Warto powiedzieć więcej na ten temat. Rozważmy przykład Pakistanu lub Indii w epoce przed odzyskaniem przez nie niepodległości. Chociaż język angielski przybył tam zza mórz, zadziałał jako główne i jedyne spoiwo, dzięki któremu różniące się wzajemnie ludy Indii mogły zacząć się jednoczyć. Dodatkowo dzięki niemu Hindusi otworzyli się na resztę świata, zdobywając o nim wiedzę i funkcjonując jako jego obywatele. W owych czasach uczniowie dysponujący ogólną znajomością dwóch języków — ojczystego oraz angielskiego — miał wystarczające kwalifikacje, aby przekroczyć progi świątyni wiedzy. Gdyby dzisiaj ktoś w Indiach próbował wyrugować język angielski z życia społecznego, oznaczałoby to, że chce zniszczyć tę konsolidującą więź. 

Nie jest pod żadnym pozorem właściwym działaniem obarczać młodzież przymusową nauką wielu języków wyłącznie w celu zaspokojenia politycznych ambicji przywódców. Zastanówmy się na przykład nad sytuacją uczniów mówiących językiem Sindhi w dzisiejszym Pakistanie [obecnie jest to rejon Pakistanu i Bangladeszu].  Ilu języków muszą się uczyć? (1) sindhi, który jest ich językiem ojczystym; (2) angielskiego, który jest językiem światowym; (3) arabskiego lub perskiego, które są ich językami religijnymi; (4) urdu lub bengali, które są ich językami narodowymi (jeśli chcą mieć perspektywy otrzymania lepszej pracy, muszą znać oba te języki). Wynika stąd, że uczniów tych obarczono nauką aż pięciu języków. Jak w takiej sytuacji mogą oni spokojnie zdobywać wiedzę, słaniając się z przemęczenia z powodu obciążenia tyloma przedmiotami językowymi? Gdyby jednak wyhamować nieco ten sentyment narodowy, z programu nauczania możnaby wyłączyć te wszystkie języki z wyjątkiem dwóch:  angielskiego i języka ojczystego. Jeśli uczniowie przyłożą się do nauki tych dwóch języków lub jeśli za ich pośrednictwem w toku nauki przebudzą własny głód wiedzy, wówczas w odpowiednim czasie z własnej woli mogą przyswoić nie tylko pozostałe trzy języki, ale również dziesięć czy dwadzieścia innych.  W szkołach, jak również na studiach należy zapewnić jak najbogatszą możliwość wyboru języków nieobowiązkowych. Takiemu rozwiązaniu nikt się raczej nie powinien sprzeciwiać.

Aby ludzie na świecie mogli się wzajemnie porozumieć, potrzebny jest język uniwersalny, czyli światowy [vishva bha's'a'], którego nauka powinna być traktowana z równą powagą w każdym kraju. Jeśli uwzględnimy następujące trzy kryteria języka kandydującego do tego miana — tj. że powinien cechować się szerokim rozpowszechnieniem, zrozumiałością oraz bogatymi możliwościami wyrazu — tylko język angielski nadaje się do pełnienia tej funkcji. Nikt na świecie nie powinien traktować angielskiego jako wyłącznej własności Anglików — wprost przeciwnie należy go przyjąć otwarcie jako powszechny język komunikacji. Przyjęcie tego stanowiska w żaden przecież sposób nie zaszkodzi pozycji języka ojczystego.

Jeśli z powodu fałszywego poczucia dumy jakiś kraj nie przyjmie języka światowego, nie przyczyni się to bynajmniej do świetności ludzkiej rasy.  Nie jest wcale stanem pożądanym, aby naród jednego kraju pozostawał niezrozumiały przez naród innego. Oczywiście jest możliwe, że w odległej przyszłości stosownie do potrzeb epoki ludzie wybiorą inny język światowy zamiast angielskiego. Angielski nie może przecież pełnić roli języka światowego w nieskończoność.

Z pewnością dzieje się źle, gdy młode osoby podporządkowuje się nieracjonalnym ambicjom nacjonalistycznym, zaściankowo pojętej religijności czy innym kapryśnym zacietrzewieniom decydentów narodowych. Dorośli powinni oczywiście określić jakiego typu edukację powinni odebrać uczniowie, aby w przyszłości mogli stać się wartościowymi obywatelami. Dorosłym jednak nie wolno dawać pełnej wolnej ręki w formułowaniu polityki kształcenia, która byłaby tylko wyrazem ich własnych ambicji czy kaprysów.  W tym względzie należy przede wszystkim zadbać o potrzeby i dobro młodego pokolenia.

Uczeń chodzi do szkoły i przystępuje do egzaminów po to, aby zdać. Egzaminatorzy powinni mieć to na względzie. Nie powinni biurokratycznie zakładać, że egzamin ma zdać tylko taki, a nie inny odsetek uczniów. Powinni oni przede wszystkim zwracać uwagę na to, jak bogatą wiedzę reprezentuje uczeń oraz jak żarliwe jest jego pragnienie poznania. Nie powinni natomiast robić afery z powodu tego, że uczeń zapomni postawić paru kropek nad „i” lub kresek nad „ś”. Nie mają również prawa podcinać uczniowi skrzydeł przez nadgorliwe wytykanie jego najbardziej błahych uchybień.


Ideały nauczycieli

Po omówieniu spraw dotyczących nauczycieli oraz systemu edukacji można coś również powiedzieć na temat ideałów. Nie należy tutaj powoływać się na uchybienia widoczne w systemie edukacji lub skargi nauczycieli w celu niezajęcia się tym tematem.

Weźmy na przykład atmosferę psychiczną, w jakiej uczniowie zdobywają wiedzę. Nie rzadko widuje się nauczyciela, który próbuje różnymi metodami wydobyć z uczniów prawidłową odpowiedź, mimo że sam ani nie przebudził w nich pragnienia wiedzy, ani ich nie oświecił, w jaki sposób potrzebne wiadomości mają zdobywać. Jest wielu nauczycieli, którzy chcą tylko prowadzić wykłady i być wolni od wszelkiej odpowiedzialności. Nie trzeba dodawać, że są to zasmucające fakty. Czy takie warunki istniały w już w przeszłości, rozstrzygną historycy. Co do mnie, to żywię szczerą nadzieję, że stan taki nie będzie istniał w przyszłości — dzisiaj jednak trzeba przyznać, że tak się mają sprawy.

(Nieprofesjonalne postępowanie garstki nauczycieli może wyjaśnić, dlaczego cała profesja nauczycielska stała się obiektem szyderstwa i drwiny. Tym bardziej — według mnie — autentyczni nauczyciele, którzy mają nawet trochę sił, aby pracować lub skłonić innych do pracy według ich woli, powinni bardzo stanowczo rozprawiać się z brakiem profesjonalizmu. Jest to możliwe tylko w przypadku pracowników oświaty bezpośrednio zaangażowanych w działalność pedagogiczną, a nie szkolnych inspektorów.)

Społeczeństwo nie odnosi żadnego trwałego pożytku z racji tego, że nauczyciele zmuszają swoich podopiecznych do łykania wiedzy, jakby to były kapsułki z lekarstwem, zamiast budzić głód wiedzy w umysłach dzieci, chociaż faktycznie to samo dotyczy uczniów w każdej grupy wiekowej.

Skoro już mowa o ideałach, nasuwa się tutaj jeszcze jedna sprawa, a mianowicie kwestia charakteru moralnego oraz manier przedstawicieli grona pedagogicznego. Wielu z nich przejawia rażący brak powściągliwości w słowach. Są też i tacy, którzy po omówieniu negatywnych skutków stosowania używek w klasie wychodzą z klasy i bezceremonialnie sięgają po papierosa. Takie zachowanie daje wyjątkowo zły przykład. Gdyby kadra oświatowa po prostu używała tych środków bez rozwodzenia się nad ich zgubnym wpływem, skutek nie byłby tak katastrofalny. Jednak taka postawa w sposób naturalny zachęca uczniów do nieposłuszeństwa. Nabierają oni bowiem podejrzeń, że rzeczy zabronione muszą być czymś wyjątkowo przyjemnym, skoro nauczyciel tak im ich zabrania — prawdopodobnie po to, aby mieć te przyjemności tylko dla siebie.

W wielu instytucjach oświatowych istnieją dwie lub więcej frakcji pomiędzy nauczycielami, i każda z nich próbuje przeciągnąć uczniów na swoją stronę. Tacy nauczyciele próbują zaszczepić w każdym uczniu z własnej grupy brak szacunku do nauczycieli z obozu przeciwnego przez negatywne słowa na ich temat. Skutkiem tego, w uczniu budzi się w końcu tendencja do nieposłuszeństwa. Ludzie błędnie obwiniają za cały stan rzeczy uczniów: „Dzisiaj młodzież szkolna jest rozpasana, chuligańska, nieszanująca prawa ani porządku”. Czy to wina uczniów, że osoby odpowiedzialne za wpojenie im dyscypliny i posłuszeństwa nie wywiązują się właściwie z tego obowiązku?

Wielu nauczycieli i profesorów z zaangażowaniem uczestniczy w polityce, często nadużywając swoich wpływów i wykorzystując łatwowiernych, idealistycznych uczniów i studentów jako narzędzia do uzyskania własnych celów politycznych. Jak na miłość boską uczniowie mogą się nauczyć dyscypliny w takich warunkach? Polityka, przynajmniej ta uprawiana współcześnie, jest niczym innym jak instrumentem wzajemnego obrzucania się błotem. W świecie politycznym takie atrybuty, jak uczciwość, szczerość i poczucie karności po prostu nie istnieją. Politycznym mottem współczesności jest „zmiażdżyć przeciwnika nie przebierając w środkach”.

Główną przyczyną niesubordynacji wśród uczniów jest skrajne upolitycznienie. Inne przyczyny odgrywają zdecydowanie drugorzędną rolę i wynikają z nadużyć i uchybień wyrachowanego systemu społecznego. Jednak gdy w grę wchodzi pielęgnowanie poczucia dyscypliny, nie można całkowicie zwolnić pominąć roli, jaką w tym względzie odgrywa system edukacji oraz przykład rodziców. 

Nie sądzę, że zaangażowanie niektórych uczniów czy studentów w politykę może w późniejszym czasie zostać jakkolwiek ostudzone przez tych, którzy wcześniej z takich czy innych względów je pobudzali. W dzisiejszym świecie doszło do takiej sytuacji, że zwykłe namowy nie odnoszą już żadnego skutku. Aby rozwiązać ten problem, trzeba gruntownie przebudować cały system edukacji. Trzeba dysponować najbardziej pogłębioną wiedzą z zakresu psychologii ucznia, aby móc tchnąć w niego poczucie dyscypliny i zapewnić mu właściwą edukację.


Obowiązki rodziców


Zanim dziecko trafia do szkoły, jego mentalna osobowość jest już w określony sposób ukształtowana przez wpływy środowiska rodzinnego. Bez względu na to, jak wiele uczy się człowiek w szkole, trudno jest mu wyzwolić się spod wpływu rodziny. Na gruncie tego, czym zdążył nasiąknąć w środowisku rodzinnym, niedojrzały umysł dziecięcy rozpoczyna zdobywanie wiedzy o świecie oraz podejmuje próby jego zrozumienia. Zaczyna również przyswajać idee oraz opanowywać język, pozwalający te idee wyrażać. Poglądy opiekunów i rodziców są wówczas akceptowane bez cienia wątpliwości. Dlatego główny obowiązek za przekazanie dziecku wiedzy o świecie spoczywa na rodzicach i opiekunach. Wyjdzie ono w przyszłości na ludzi tylko na tyle, na ile jego rodzice właściwe wywiążą się ze swoich obowiązków.

Nie waham się stwierdzić, że współcześni rodzice nie przyswoili sobie jeszcze naukowej metody ćwiczenia umysłów swoich dzieci. Przeważające mnóstwo tzw. wykształconych i kulturalnych osób — nie wspominając już o przeciętnych obywatelach —albo nie ma pojęcia o wychowaniu własnych dzieci, albo wykazuje wobec tej sprawy zdumiewające zobojętnienie. O ile jeszcze można wybaczyć im niewiedzę, o tyle trudno wybaczyć ich obojętność! Jest naturalne, że to w pierwszym rzędzie na rodzinie, w której urodziło się dziecko, spoczywa obowiązek zapewnienia mu fizycznego, mentalnego i duchowego rozwoju.

Można przyznać, że zwykli ludzie, jak na przykład nauczyciele, w życiu borykają się z wieloma rodzajami problemów. Problemy te są właściwie odbiciem większych problemów społecznych. Nie można zaprzeczyć, że w nowoczesnym świecie materialnym wszędzie podejmuje się ogromne wysiłki zmierzające do pokonania wszelkich względnych granic czasu, miejsca i osoby. Dzieje się tak, jakby ludzi ktoś na siłę ciągnął do przodu za włosy na głowie. Najbardziej liczy się tu szybkość, zaś zagadnienie, czy ten pęd czemukolwiek służy, jest spychane na dalszy plan. W ten sposób różne trendy społeczne nie poruszają się wcale harmonijnym rytmem w tej pogoni. Podczas gdy w niektórych dziedzinach poczyniono olbrzymie postępy, inne zostają daleko w tyle. Doprowadza to do oddzielenia od siebie niektórych części struktury społecznej, które kiedyś były ze sobą spojone, oraz do wzajemnego połączenia innych części, które tradycyjnie były od siebie odizolowane — skutkiem tego jest ruina całego gmachu społecznego. To tak jakby kryta strzechą chata pozostała taka sama, jednak pod jej sufitem przepleciono instalację elektryczną. Jedynym dostępnym pożywieniem jest nadal sól z przegotowanym ryżem, ale tradycyjny piec gliniany zastąpiono kuchenką elektryczną. Taki dysonans jest zjawiskiem powszechnym we współczesnym świecie.

Między sposobami myślenia funkcjonującymi w naszym świecie psychicznym, a dotyczącymi różnych dziedzin życia, pojawiło się wiele nienaturalnie stworzonych przepaści tak, że zatraciła się naturalność procesów myślowych człowieka. Ludzie zatracili umiejętność prawdziwego myślenia o czymkolwiek, wiodąc życie w kołowrocie płytkich, mechanicznych i stereotypowych myśli. W ten oto sposób wlecze się karawan naszego społecznego życia.

Dzisiejsi rodzice mogą ze szczerością wyznać: „Stając co dzień w szranki w walce o przetrwanie nie mamy już sił na nic innego. Nie stać nas na wykrzesanie z siebie tego ciepła i troskliwości, które są potrzebne do tego, aby kształtować wspaniałość ducha naszych pociech. Twarda proza życia wyprała nas z resztek słodyczy czy uczuć wyższych. Jak wobec tego mamy się zajmować dziećmi? Nie dajemy nawet rady zapewnić im wyżywienia czy ubrania. Jak w takiej sytuacji mamy troszczyć się o to, co myślą? Czy mamy do dyspozycji wystarczająco czasu, aby cokolwiek rzetelnie zrozumieć? Wiemy, że dzieci powinny być nauczane przez gry i zabawy, w domu i poza nim, ale czy stać nas na to? Jesteśmy nawet zmuszeni odrywać naszego utalentowanego syna od nauki, aby wyręczać się nim w robieniu sprawunków, gdyż nie stać nas na służącego.”

Takie argumenty może i nie są całkiem pozbawione racji, jednak sprawa tutaj jest w czym innym. Aby dziecko wykształciło w sobie zdrowe podejście do życia, najważniejszym elementem jest mocny idealizm. Aby go przekazać dzieciom, rodzice potrzebują jedynie dwóch przymiotów: powściągliwości i rozsądku. Zajmijmy się najpierw rozsądkiem.

Po zastraszanie dziecka jako metodę egzekwowania pracy czy nauki sięgają nie tylko określone typy nauczycieli, ale również — i to z większą szkodą — sami rodzice. Wpajają dziecku strach, opowiadają kłamstwa, wdają się w jego obecności w obelżywe awantury, zwodzą i dręczą je, a mimo to nadal oczekują, że pewnego dnia wyjdzie ono na ludzi — że okryje chwałą nazwisko rodziny. Kiedy na przykład malec nie chce pić mleka lub położyć się spać, straszy się go niesamowitymi opowieściami o złych duchach lub zmyślonych potworach. Dzieci nie znają początkowo trwogi, ale stosuje się wobec nich atmosferę terroryzowania. Tym sposobem rodzice mogą wskórać coś doraźnie, jednak w dziecku — choćby czekało i wieczność — nigdy nie zabliźni się doznana krzywda. Nawet gdy stanie się ono dorosłe, koszmarne widziadła będą wciąż czaiły się w zakamarkach jego umysłu — jako nieodstępujący towarzysze. 

Kiedy rodzice udają się na wycieczkę czy występ lub kiedy są zaproszeni na ciekawą uroczystość lub imprezę towarzyską, dziecko może zacząć marudzić i domagać się, aby je ze sobą zabrali. W takich chwilach mnóstwo rodziców nie ma żadnych skrupułów, wymyślając na poczekaniu zręczne kłamstwa, aby zwieść dziecko i pójść sobie.   Kiedy wreszcie całe zajście dociera do jego świadomości, również i ono uczy się kłamać i ukrywać swoje intencje lub uczynki przed rodzicami. Przy czym z biegiem czasu mówi ono nieprawdę coraz częściej i coraz sprytniej.

Rodzice zwodzą dzieci na wiele sposobów. Twierdząc, że słodycze są gorzkie, a przyjemności — nieprzyjemne, pragną nie dopuścić do tego, aby dziecko spróbowało tych rzeczy. Jednak nie zważając na rodzicielskie zakazy i dając upust wrodzonej ludzkiej ciekawości, w końcu odkrywa ono prawdę.  W takiej chwili dociera do niego również świadomość, że było oszukiwane przez rodziców. Skutek jest taki, że samo zaczyna oszukiwać nie tylko rodziców, ale również kolegów i koleżanki. Jest więc oczywiste, że pierwsze lekcje w sztuce kłamania i oszukiwania dziecko odbiera w rodzinnym domu.

W rodzinie — naturalną koleją rzeczy — pojawiają się różnice zdań wśród dorosłych. Kiedy do nich dojdzie, dorośli powinni w zgodzie dojść do porozumienia, zachowując wzajemny szacunek dla poglądów drugiej strony. Niestety nie mają oni często na tyle ugodowego charakteru, aby doprowadzić do porozumienia — każda strona próbuje przekonać całą resztę do swojego punktu widzenia bez oglądania się na zdanie innych.  Skutkiem tego są wybuchy nieracjonalnego uporu, w którym dorośli tracą wszelkie panowanie nad sobą, a ich zachowanie przybiera grubiański i wulgarny sposób. Zaważa to katastrofalnie na charakterze dziecka. W ten sposób dzieci uczą się od rodziców nieustępliwości. Jeśli upartość wykazuje matka lub ci, z którym większość czasu przebywa dziecko, przez zaniedbanie w większości przypadków stanie się ono również wyraźnie uparte i będzie cierpieć na tę psychiczną przypadłość przez długi czas. Jeśli z drugiej strony, jak się to czasami dzieje, spełniane są czasami życzenia i pragnienia dziecka (jeśli nie są kaprysami), dzieci nie będą mogły zarazić się tą przywarą.

Zdarzają się rodziny, gdzie rodzice postradali spokój ducha z powodu nędzy lub innych zmartwień i znęcają się nad dzieckiem bez względu na to, czy jest powód, czy go nie ma. Naturalnie dziecko traci wówczas szacunek do rodziców, co prowadzi u niego do jeszcze większego braku dyscypliny. Oprócz własnych trosk, rodzice muszą wówczas stawiać czoła większej buntowniczości swoich podopiecznych.

Rodzice pracujący jako funkcjonariusze państwowi średniego lub wysokiego szczebla w policji lub instytucjach publicznych muszą nieraz zarządzać pracownikami fizycznymi lub podwładnymi, wydając rozkazy i polecenia, przez co nieraz zatracają umiejętność prowadzenia łagodnej rozmowy. Niektórzy zwyczajowo operują obelgami lub rozkazującym tonem. Dziecko takich rodziców nie ma okazji, aby nauczyć się kontrolować sposób wypowiedzi. Cierpi ono wówczas na kompleks wyższości, nawet w kręgu własnych przyjaciół. W przyszłym dorosłym życiu będzie mu niebywale trudno pokochać innych ludzi lub stanowić przyjazne i sympatyczne towarzystwo. 

Niektórzy rodzice mogą twierdzić, że w epoce wypełnionej wszelkimi problemami jest niemożliwością prowadzić zrównoważony tryb życia, gdzie muszą się oni zajmować mnóstwem różnego rodzaju działań. Mimo to twierdzę, że inteligentny rodzic umie uniknąć omówionych tutaj błędów. Jeśli rodzice nie wywiązują się ze swoich podstawowych obowiązków, wówczas będę zmuszony powiedzieć, że mimo życia w społeczeństwie są oni winni podsycania antyspołecznej mentalności. Pielęgnując w dziecku cechy charakteru przestępcy, niepotrzebnie przysparzają pracy policji. Główny zarzut brzmi następująco: z powodu braku elementarnej troski dziecko pozbawione jest szansy osiągnięcia pełni człowieczeństwa, mimo że urodziło się w ciele człowieka.
Komentarze
Szukaj
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."